Wywiad z Kamilą Dydułą

– Na pewno łatwo nie będzie. Mielec lubi robić niespodzianki, przykładem wygrana ze Świeciem. Musimy wyjść skoncentrowane i przygotowane na walkę, ale naszym celem jest zwycięstwo – mówi przed meczem z Szóstką Mielec przyjmująca AZS-u Politechniki Śląskiej Gliwice, Kamila Dyduła.

Kontuzje Katarzyny Nadziałek i Eriki Salanciovej okazały się poważniejsze niż pierwotnie przypuszczano. Obie zawodniczki od pewnego czasu borykają się z urazami kolana, a na nich opierała się gra w pierwszej rundzie. W tej sytuacji trenerzy ruszyli na poszukiwania rozgrywającej. Padło na Marię Woźniczkę, która od dwóch sezonów broni barw Unii Opole. Okazało się do bardzo dobrym posunięciem. Pochodząca z Łodzi, a ostatnio występująca w Unii Opole siatkarka poprowadziła Akademiczki do zwycięstwa w meczu z Mazovią Warszawa. – Jest radość zarówno z tego powodu, że wygrałyśmy ten mecz, jak i dlatego, że wreszcie  zagrałam. W poprzednim moim klubie nie miałam w tym sezonie ku temu okazji – mówi zadowolona Woźniczka.

Wynik 3:0 może sugerować, że wygrana przyszła łatwo, ale tak nie było. Czym dłużej trwał ten mecz, tym trudniej było gliwiczankom zdobywać punkty. – Często po dwóch wygranych setach w tym trzecim wkrada się na początku takie rozluźnienie. Ja uważam, że to jest właśnie najtrudniejsza część meczu. Jak się przegrywa w tej trzeciej partii, to potem nierzadko  cały mecz – zauważa nowa rozgrywająca. Zarówno w drugiej, jak w i trzeciej odsłonie były momenty, ze Akademiczki przegrywały już różnicą 7–8 punktów. W obu przypadkach udało im się odrobić straty. – Wykazałyśmy się dużą determinacją. Przegrywając wysoko, potrafiłyśmy wyjść z tej beznadziejnie wyglądającej sytuacji. Nawet przez moment nie zwątpiłyśmy, że możemy ten mecz wygrać. To jest bardzo dobra cecha zespołu i jak widać, pokazałyśmy to – zdradza klucz do sukcesu 21-latka.

W Opolu w tym sezonie Woźniczka była trzecią rozgrywającą. Nie miała więc nawet okazji pokazać trenerowi, na co ją stać w meczu o stawkę. Po starciu z Mazovią trenerzy AZS-u ją i Kamilę Dydułę wskazali jako te siatkarki, które zrobiły różnicę. – W Opolu nie weszłam nawet raz na boisko, dlatego też jest duża satysfakcja dla mnie, że mogłam pokazać, na co mnie stać – zaznacza rozgrywająca. Nawiązując do tej sytuacji, nie ma się co dziwić, że akademicka mistrzyni Polski zdecydował się na zmianę klubowych barw, szczególnie że z Opola do Gliwic nie jest daleko. – Wszystko zostało mi przedstawione, wiedziałem więc, jak wygląda sytuacja i na co się piszę – stwierdza.

Katarzyna Nadziałek pełni funkcję kapitan drużyny AZS-u. Z racji zajmowanej pozycji na boisku rolę tę w meczu z Mazovią przejęła Maria Woźniczka, pokazując, że warto walczyć do samego końca. – Nigdy się nie poddaję i potrafię wesprzeć zespół nawet w takich gorszych momentach, powiem jakieś dobre słowo, poklepię po dłoni, taka bowiem jest rola rozgrywającej – zdradza pochodząca z Łodzi siatkarka.

– Ostatni mecz, który rozegrałyśmy z Mazovią, pokazał nam, że możemy razem jako drużyna bardzo dużo. To, w jaki sposób podniosłyśmy się w drugim secie i jakie wsparcie dawałyśmy sobie na parkiecie, przyczyniło się do naszej pierwszej wygranej od dwóch miesięcy – przyznaje Kamila Dyduła. 20-letnia atakująca na boisku zameldowała  się w  drugim secie, kiedy rywalki zaczynały uciekać. Trenerzy posyłając ją do boju, obdarzyli ją dużym zaufaniem, zdając sobie sprawę, że ciśnienie będzie coraz większe. – Myślę, że dzięki właśnie temu wsparciu mogłam rozwinąć skrzydła i pokazać, na co mnie stać. Bardzo dobrze rozumiałyśmy się na parkiecie z dziewczynami. Jestem bardzo dumna z tego, jak psychicznie wytrzymałyśmy drugi oraz trzeci set, w którym było naprawdę gorąco – zaznacza siatkarka.

W trzeciej odsłonie Akademiczki przygrywały 22:24, ale zdołały doprowadzić do remisu, a potem do gry na przewagi. Warszawianki miały aż pięć piłek setowych, aa gliwiczanki świadomość, że nawet jak przegrają tę odsłonę, to jeszcze będą miały kolejną. Zawodniczka ostatecznie przychyliła szalę na korzyść AZS-u. – Od stanu po 24 ani przez chwilę nie zwątpiłam w naszą wygraną, byłyśmy bardzo waleczne oraz skupione na zadaniach. Dostałam szansę skończenia ostatnich piłek, po świetnym przyjęciu Aleksandry Elko oraz rozegraniu naszej nowej rozgrywającej Marysi Woźniczki.  Muszę to zaznaczyć, ponieważ w tak krótkim czasie udało nam się tak dobrze zgrać z całą drużyną. Myślę, że ten mecz pokazał, że na wiele jeszcze nas stać. Trzeba przyznać, wszystkie spisałyśmy się na medal. W drużynie siła – przekonuje atakująca AZS-u.

Już w środę Akademiczki zmierzą się z Szóstką Mielec, którego to klubu Kamila Dyduła jest wychowanką. – Zgadza się, pochodzę z Mielca, gdzie tradycja siatkówki żeńskiej jest bardzo bogata. Moja przygoda z tym sportem zaczęła się czwartej klasie podstawówki. Od najmłodszych lat inspiracją dla mnie była Lena Dziękiewicz, bliska mojej rodzinie, która od zawsze jest dla mnie jak ciocia. Mój pierwszy trener w Mielcu, Anna Skucińska, również była doskonałą siatkarką i to ona wprowadziła mnie w tajniki tej dyscypliny sportu – przypomina. Wydaje się, że o punkty będzie jeszcze trudniej niż w starciu z Mazovią. – Na pewno łatwo nie będzie. Mielec lubi robić niespodzianki, przykładem wygrana ze Świeciem. Musimy wyjść skoncentrowane i przygotowane na walkę, ale naszym celem jest zwycięstwo – podkreśla Dyduła.

źródło: siatka.org