Puchar dla Soligorska!

Zaprzyjaźniona z nami drużyna Szachtiora Soligorsk wywalczyła dzisiaj Puchar Białorusi.
Trenerowi Victorowi Bekszy i zespołowi składamy serdeczne gratulacje!

Kamila Dyduła – skazana na sukces

Kiedy mówimy o najważniejszych ośrodkach szkolenia siatkarek w Polsce, najczęściej wymieniamy kluby z Legionowa czy Bydgoszczy. W jednym szeregu z nimi powinniśmy jednak postawić także Spartę Warszawa, spod której skrzydeł wyszła nasza dzisiejsza bohaterka, Kamila Dyduła. Mierząca 187 cm dynamiczna i obiecująca 20-letnia atakująca obecnie rywalizuje o miejsce w składzie pierwszoligowego AZS-u Politechniki Śląskiej Gliwice.

Pochodzisz z Mielca, jesteś też wychowanką UKS „Szóstki” Mielec. Pamiętasz, w jakim wieku zaczęła się twoja przygoda z siatkówką i dlaczego zdecydowałaś się postawić właśnie na tę dyscyplinę sportu?

Kamila Dyduła: – Zgadza się, pochodzę z Mielca, gdzie tradycja siatkówki żeńskiej jest bardzo bogata. Moja przygoda z siatkówką zaczęła się czwartej klasie podstawówki. Od najmłodszych lat inspiracją dla mnie była Lena Dziękiewicz, bliska mojej rodzinie, która od zawsze jest dla mnie jak ciocia. Mój pierwszy trener w Mielcu, Anna Skucińska, również była doskonałą siatkarką i to ona wprowadziła mnie w tajniki tej dyscypliny sportu.

Większość zawodniczek zaczyna swoją karierę od przyjęcia, ty dość wcześnie zostałaś ustawiona na ataku. Czy nie chciałaś w przeszłości być bardziej „uniwersalną” siatkarką?

– Staram się doskonalić każdy element techniki użytkowej, która dałaby mi możliwość gry na różnych pozycjach. Od kiedy trenuję i gram w pierwszoligowym klubie w Gliwicach, to dzięki sztabowi szkoleniowemu i bardziej doświadczonym koleżankom rozwijam i doskonalę poszczególne elementy siatkarskiego rzemiosła. Nie zamykam się na żadną ewentualność i gram tam, gdzie jestem potrzebna.

W wieku 17 lat zostałaś dostrzeżona przez działaczy ze Sparty Warszawa, co dla ciebie jako młodej zawodniczki z pewnością otworzyło nowe możliwości. Jakie były kulisy twojego przejścia do klubu ze stolicy i co zmieniło się wtedy w twoim życiu?

– Nie ukrywam, że skłoniła mnie do tego możliwość dalszego rozwoju w drużynie wicemistrza Polski kadetek. Uważałam też, że to dla mnie wielka szansa na dalszy rozwój. Obecnie traktuję to jako kolejny ważny etap mojej przygody z siatkówką.

Przejście do klubu z Gliwic wiązało się z zakończeniem pewnego etapu twojego życia. Jakie były motywy drugiej zmiany barw w twojej karierze?

– Głównym motywem zmiany barw była możliwość gry w wyższej klasie rozgrywkowej. Dodatkowo poparta opinią, że klub z Gliwic jest stabilny i dobrze zorganizowany. To ułatwiło mi podjęcie decyzji.

W zeszłym sezonie zajęłyście 8. miejsce w I lidze, teraz jak do tej pory jesteście dokładnie na tej samej pozycji. Jednak zespół przeszedł gruntowną przebudowę i wydawać by się mogło, że znów trudno będzie ci się przebić do pierwszej szóstki. Sam fakt, że w ostatnich spotkaniach bywasz pierwszym wyborem trenera przy takiej zawodniczce jak Magdalena Kowalczyk czy przewyższającej cię doświadczeniem pierwszoligowym Izabeli Trocińskiej daje ci do myślenia i jest nobilitujący?

– Dziękuję za dobre słowo. Cieszę się, że moja ciężka praca jest coraz częściej dostrzegana. Rywalizacja z tak znakomitymi i doświadczonymi koleżankami daje mi dodatkowy bodziec do jeszcze intensywniejszej pracy nad sobą, a co za tym idzie na rzecz wyniku zespołu. Dzięki temu, że zarząd klubu oraz sztab trenerski zbudował drużynę z silną obsadą pozycji atakującej, bardzo trudno wypracować sobie pozycję w wyjściowym składzie. Potwierdza to moje przekonanie, że sztab szkoleniowy docenia mój wkład włożony w realizację koncepcji gry i mogę ważnym elementem tego zespołu. Fakt, że w młodym wieku gram na pierwszoligowych parkietach, otwiera mi drzwi do dalszego rozwoju. Mam tego świadomość, ale moim obecnym celem jest jak najlepszy wynik klubu, który reprezentuję.

Jaką osobą jesteś poza boiskiem? Co lubisz robić w wolnym czasie?

– Zarówno poza boiskiem, jak i na boisku jestem sobą. Jestem autentyczna, spontaniczna i uśmiechnięta. W wolnym czasie lubię dobre kino i dobrą kuchnię, szczególnie włoską.

Twoje największe marzenie to?

– Moim marzeniem jest podróżowanie po świecie. Jako sportowiec chciałabym wspiąć na jak najwyższy poziom sportowy.

źródło: siatka.org

Olga wśród Najpopularniejszych Sportowców Świętokrzyskiego!

Miło nam poinformować, że Olga znalazła uznanie Kapituły i po raz kolejny została wybrana do grona Najpopularniejszych Sportowców Świętokrzyskiego. Prosimy o głosy wszystkich sympatyków KSZO i siatkówki.

Zapraszamy do głosowania na echodnia.eu

Olga Pawliukowskaya: „Chcę zakończyć reprezentacyjną karierę meczem Polska -Białoruś w Ostrowcu”

Wywiad z naszą zawodniczką na portalu ostrowiecka.pl:

Olu, kibice ciągle dopytują o to, kiedy wreszcie wrócisz na boisko?
Robię wszystko, aby jak najszybciej pojawić się na boisku – mówi libero siatkarskiego KSZO, Olga Pawliukowskaya. – Po meczu z Radomką, kiedy przechodziłam obok kibiców musiałam non stop odpowiadać na to pytanie. Aż nie wytrzymałam, polały się łzy. Bardzo chcę już grać. Wszyscy, którzy mnie znają, doskonale wiedzą, jaką ambitną jestem zawodniczką. Kontuzja okazała się jednak bardzo poważna.

No właśnie, co ci dolega?
Podczas meczu Złotej Ligi Europejskiej Czechy-Białoruś przy skręcie do obrony piłki poczułam silny ból. Ani czescy, ani białoruscy lekarze nie przypuszczali wówczas, że uraz jest tak poważny. Nie miałam opuchlizny, nic mnie po meczu nie bolało. Uraz nie dawał mi jednak spokoju. Zrobiłam rezonans i okazało się, że mam zerwane wiązadła w kolanie. Szybko w Warszawie wykonałam operację, a później rozpoczęłam pełną bólu rehabilitację. Znalazłam się pod opieką lekarzy i rehabilitantów polskiej kadry piłkarskiej. To zespół profesjonalistów. Nie liczyły się dla mnie pieniądze, ale to, aby wrócić szybko do zdrowia i gry. Wszystko finansuję sama, i operację i rehabilitację. Niestety. Jestem bardzo wdzięczna KSZO za pomoc, za słowa pełne otuchy. Miło było usłyszeć: „Olka, stałaś się symbolem KSZO, nie możemy Ciebie zostawić”. Pisali do mnie kibice. Podtrzymywali i podtrzymują na duchu. Zapierniczam z zespołem, a dodatkowo raz w tygodniu jeżdżę jeszcze na konsultacje do Warszawy. Wrócę do gry! Tłumaczę sobie: Olka już lada moment, już wkrótce. I nie wychodzę z siłowni, aby odbudować mięśnie. Na szczęście lekarz powiedział: wszystko jest OK, ale nie śpiesz się, nie rób tego samego błędu, co Milik.

Wiemy, jak skomplikowana jest sytuacja w naszym klubie, a ty jesteś w nim już trzeci sezon…
Jeżeli szanują mnie kibice i nawet w sklepach rozmawiamy o meczach, jeżeli czuję się tutaj naprawdę dobrze, to dlaczego miałabym coś zmienić w życiu? Kibice wiedzą, że nie wiem jak byłabym zajęta zawsze zatrzymam się, porozmawiam. Pewnie, któregoś dnia przyjdzie się pożegnać i będzie smutno, ale teraz cieszę się, że dwa sezony w KSZO były dla mnie miłym wspomnieniem. Nie jestem osobą, która teraz będzie się żalić, narzekać, czy biec do prezesa, aby dał mi pieniądze. Wierzę w ten klub. I powiem coś więcej…

Mianowicie…
Trener białoruskiej kadry bardzo liczy na mój udział w przyszłorocznych finałach mistrzostw Europy. Po tych mistrzostwach chcę zakończyć przygodę z grą w białoruskiej reprezentacji. Marzy mi się, aby rozegrać w Ostrowcu pożegnalny mecz, a będzie to mecz jubileuszowy, numer 150. Chcę, aby był to mecz Polska – Białoruś. Wierzę, że pomogą mi ostrowieccy kibice, wierzę, że wielu z nich pojawiłoby na tym spotkaniu. To na razie takie moje ciche marzenie…

Muszę przyznać, że to piękne marzenie…
Jest w Ostrowcu wielu ludzi, bardzo fajnych ludzi, mam tu na myśli prezesa Mirosława Buszkiewicza, Mariusza Rokitę, czy Rafała Dytkowskiego, którzy myślę, że dołożą swą cegiełkę do organizacji takiego meczu.

Na razie oglądasz mecze KSZO zza band, jakie to uczucie?
Szczerze? Pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją. Ja nawet nie wiedziałam jak wygląda mecz z kwadratu. Zawsze grałam. Być na meczu i nie grać to uczucie nie do opisania. Bardzo się stresowałam oglądając mecze w Rzeszowie, Kaliszu, czy z Radomką. Dłonie mam spocone. Serce bije mocniej. Zdecydowanie wolę grać! I wrócę do gry, już niebawem, zapewniam.

Dziękuję za rozmowę.

Dobre wiadomości z Belgii!

Tchalou Volley w 1. lidze belgijskiej z Patrycją Gądek w podstawowym składzie odniósł już 8 ligowe zwycięstwo! Niepokonane Tchalou lideruje i (nie zapeszając) pewnie zmierza do ekstraklasy!

Brawo Erica!

Mimo, że to dopiero początek sezonu… Już dostaliśmy kilka propozycji zmiany klubowych barw. Dobra gra Eriki Salanciovej przyniosła jej tytuł MVP w meczu z Szóstką Mielec. Gratulacje!

W minioną sobotę siatkarki KŚ AZS Politechniki Śląskiej Gliwice odniosły piąte w tym sezonie zwycięstwo, pokonując Szóstkę Mielec 3:1. Najlepszą zawodniczką meczu uznano Erikę Salanciovą.
Słowaczka atakowała z każdej możliwej pozycji na boisku. Sił jednak starczyło jej do końca.

Nie mam z tym problemu. Po tylu latach grania to już samo idzie – śmieje się siatkarka.

Salanciova gra na pozycji przyjmującej, ale w tym meczu wykonała najwięcej ataków i jak przyznaje sama nie wie ile.

Nie ma takiej możliwości, aby to policzyć  podczas meczu. Skupiam się na tym, aby zagrać jak najlepiej  i pomóc drużynie – stwierdza.

Zwycięstwo łatwo nie przyszło. Mielczanki walczyły do końca, co przełożyło się na wygraną w drugim secie po grze na przewagi.

To był trudny mecz. Trzeba było dużo skakać, walczyć w obronie. Drużyna z Mielca wysoko zawiesiła nam poprzeczkę. Każdy punkt trzeba było wyszarpać – zaznacza siatkarka.

W tym  drugim secie Akademiczki prowadziły już różnicą sześciu punktów, miały piłkę setową, ale przegrały 25:27, dlaczego?

Popełniłyśmy zbyt dużo błędów własnych. Zarówno na początku jak i na końcu. W kolejnych setach poprawiłyśmy naszą grę, była też większa koncentracja – wyjaśnia Salanciova.

Dzięki wygranej gliwiczanki przesunęły się na szóste miejsce w tabeli.

–  Każdy mecz przynosi kolejne doświadczenie. Nie jest jednak tak, że wygrałyśmy cztery spotkania, podskoczyłyśmy w tabeli i myślimy już, że jesteśmy najlepsze. Mamy jeszcze dużo do poprawy.  To jest dopiero początek sezonu. Myślę, że jak będziemy na półmetku rozgrywek, to pokusimy się o jakąś ocenę. Na razie skupiamy się na najbliższym meczu – zaznacza Słowaczka.

W przyszłym tygodniu Akademiczki będą grały co trzy dni. W sobotę jadą do Opola, w środę podejmą Budowlanych Toruń, a potem zmierzą się z Dąbrową Górniczą, spadkowiczem z siatkarskiej ekstraklasy.

Nie jest to problem. To dopiero początek sezonu. Gramy co siedem dni, czasem wskoczy jakiś  mecz w środku tygodniu. Kadra też jest szeroka, sił nam na pewno nie zabraknie – przekonuje przyjmująca.

źródło: azs.gliwice.pl

Nasze transfery: „Atak wzmocniony. Dwukrotna mistrzyni Francji w Energa MKS”

O najnowszym transferze naszej zawodniczy w lokalnym portalu faktykaliskie.pl

Energa MKS Kalisz kompletuje kadrę na premierowy sezon w Lidze Siatkówki Kobiet. Ostatnim nabytkiem beniaminka jest reprezentantka Szwecji, Rebecka Lazic.


Więcej na: faktykaliskie.pl

Nasze zawodniczki najlepsze!

Svetlana Dorsman – najlepszą środkową, a Olga Geyko – najlepszą rozgrywająca turnieju w Dąbrowie Górniczej w ramach Memoriału im. Agaty Mróz.